Dlaczego świat stawia na polskich inżynierów?

85 milionów wakatów i 8,4 biliona dolarów strat. Dlaczego świat już dawno rozwiązał problem, z którym polskie firmy wciąż zwlekają

Korn Ferry, jedna z największych na świecie firm doradztwa personalnego, opublikowała prognozę, która powinna trafić na biurko każdego dyrektora IT: do 2030 roku globalny niedobór talentów sięgnie 85,2 miliona osób. Branża technologiczna odpowiada za nieproporcjonalnie dużą część tej luki. Inne wyliczenia, cytowane m.in. przez analizy Brainhub, idą jeszcze dalej – szacują, że z powodu braku doświadczonej kadry firmy na całym świecie mogą do 2030 roku stracić łącznie 8,4 biliona dolarów przychodów. To nie jest scenariusz na przyszłość. To dzieje się teraz, każdego dnia, w każdej organizacji, która czeka miesiącami na obsadzenie stanowiska programisty czy inżyniera danych.

Ciekawe jest to, że globalny rynek już dawno przestał się zastanawiać, czy z tym problemem coś robić. Zaczął działać – i to na skalę, która w Polsce wciąż bywa traktowana jako coś egzotycznego.

Skala problemu w liczbach

Według danych przywoływanych przez Auxis i Mordor Intelligence, globalny rynek outsourcingu IT osiągnie w 2026 roku wartość około 639 miliardów dolarów, a w ciągu najbliższych pięciu lat ma urosnąć o ponad 17%, przekraczając 750 miliardów. Segment staff augmentation – czyli uzupełniania zespołów pojedynczymi specjalistami zamiast oddawania całych projektów na zewnątrz – rośnie jeszcze szybciej. Raport SpendEdge szacuje jego wartość na blisko 82 miliardy dolarów już w tym roku, z perspektywą wzrostu do ponad 850 miliardów do początku kolejnej dekady.

Za tymi liczbami stoi bardzo konkretne doświadczenie firm, które można sprowadzić do jednego zdania: średni czas obsadzenia wyspecjalizowanego stanowiska technicznego to dziś, według danych eSparkInfo, około 88 dni. Prawie trzy miesiące, w czasie których projekt czeka, konkurencja nie czeka, a reszta zespołu pracuje pod coraz większą presją.

Zmiana, której wiele firm jeszcze nie zauważyło

To, co szczególnie warto zauważyć w globalnych analizach z 2026 roku, to zmiana samego sposobu myślenia o outsourcingu. Jeszcze pięć czy siedem lat temu głównym argumentem za sięgnięciem po zewnętrznych specjalistów była cena. Dziś, jak zauważają analitycy RocketTeams, coraz więcej firm – od dojrzałych korporacji po startupy fintechowe i healthtechowe – traktuje ten model przede wszystkim jako dostęp do kompetencji, których nie da się pozyskać lokalnie za żadne pieniądze, a nie jako sposób na cięcie kosztów. To subtelna, ale fundamentalna różnica: firma nie pyta już "jak taniej", tylko "jak w ogóle to zrobić, skoro na rynku fizycznie brakuje ludzi".

Zmienia się też sposób definiowania samej potrzeby. Analizy eSparkInfo wskazują, że stanowisko przestaje być jednostką rekrutacyjną – firmy nie szukają już "programisty" czy "administratora chmury", tylko konkretnej, wąskiej kompetencji: inżyniera DevOps biegłego w Terraform, z doświadczeniem w konkretnym stosie narzędzi CI/CD. Macierze kompetencji zastępują ogólne opisy stanowisk jako podstawowy mechanizm dopasowania człowieka do zadania. To wymaga od dostawcy usług IT zupełnie innej precyzji niż jeszcze dekadę temu – i zupełnie innej precyzji wymaga też od klienta, który musi umieć tę potrzebę nazwać.

Trzecia zmiana dotyczy sposobu rozliczania współpracy. Prognozy IDC, cytowane w raporcie Auxis, mówią, że do 2029 roku aż 30% kontraktów na usługi IT będzie rozliczanych w modelu opartym na efekcie, a nie na przepracowanych godzinach. To odchodzenie od czystego time & material w stronę odpowiedzialności za rezultat – trend, który w Polsce dopiero raczkuje, a globalnie jest już traktowany jako standard dojrzałej współpracy.

Polska: kraj, któremu świat ufa bardziej niż on sam sobie

Tu dochodzimy do najbardziej intrygującego wątku. Polska od lat jest jednym z filarów globalnego rynku, o którym mowa powyżej – i to nie w roli petenta, tylko dostawcy, na którym budują swoje zespoły firmy z Europy Zachodniej i Stanów Zjednoczonych. Polski rynek ICT osiągnął w 2026 roku wartość 34,75 miliarda dolarów, co czyni go największym rynkiem technologicznym w całym regionie Europy Środkowo-Wschodniej, z perspektywą wzrostu do ponad 56 miliardów dolarów do 2031 roku. Sam eksport usług programistycznych z Polski ma w tym roku sięgnąć niemal 3,84 miliarda dolarów.

Analizy firm doradczych, takich jak Verita HR, podkreślają przy tym coś, co dla wielu może być zaskoczeniem: Polska od dawna nie konkuruje już wyłącznie ceną. Firmy zagraniczne decydujące się na współpracę z polskimi zespołami wskazują jako główne argumenty rzetelność, stabilność zespołów i jakość komunikacji – a strefa czasowa CET, niemal idealnie pokrywająca się z Europą Zachodnią, sprawia, że współpraca nie przypomina klasycznego outsourcingu, tylko naturalne rozszerzenie własnego zespołu.

Innymi słowy: zagraniczny CTO, który dziś buduje zespół w Krakowie, Wrocławiu czy Warszawie, ufa polskim inżynierom bardziej, niż niejedna polska firma ufa modelowi elastycznego zatrudniania specjalistów u siebie, na własnym podwórku. To paradoks wart chwili refleksji – kraj, który dla świata jest synonimem sprawnie działających, elastycznych zespołów technologicznych, sam bywa ostrożny wobec dokładnie tego samego modelu, kiedy przychodzi zastosować go we własnej organizacji.

Co z tego wynika dla polskiej firmy już dziś

Nie trzeba być globalnym koncernem, żeby skorzystać z wniosków płynących z tych danych. Wystarczy przełożyć je na skalę własnej organizacji.

Po pierwsze: 88 dni na obsadzenie stanowiska to nie jest problem wyłącznie amerykańskich czy zachodnioeuropejskich firm. To realny koszt, który ponosi też polska firma czekająca na własnego specjalistę Kubernetes czy inżyniera danych – z tą różnicą, że rzadziej jest on w ogóle liczony i nazywany.

Po drugie: skoro globalny rynek przesuwa się od myślenia "tańszy pracownik" do myślenia "dostęp do kompetencji, których nie ma na rynku", to samo przesunięcie ma sens lokalnie. Pytanie, które warto sobie zadać, brzmi nie "czy stać nas na zewnętrznego specjalistę", tylko "czy stać nas na dalsze czekanie, aż znajdziemy go na etat".

Po trzecie: rosnące znaczenie rozliczania za efekt, a nie za godziny, to sygnał dla firm wybierających dostawcę – warto pytać wprost, czy elastyczność modelu współpracy (od pojedynczego specjalisty po pełny zespół budujący projekt od podstaw) jest realna, czy tylko deklaratywna.

W Sorigo obserwujemy te same globalne trendy od strony praktycznej – jako firma, która na co dzień buduje zespoły w modelu body leasingu i Talent Sharing dla dużych klientów zarówno komercyjnych jak i publicznych, z certyfikatami ISO 9001, ISO 14001 i ISO/IEC 27001:2023 potwierdzającymi jakość i bezpieczeństwo tego procesu. Świat już zdecydował, że elastyczne zespoły technologiczne to nie dodatek do strategii, tylko jej element. Pytanie, czy polska firma zdecyduje się na to samo we własnym tempie, czy dopiero wtedy, gdy koszt zwłoki stanie się zbyt wysoki, żeby go zignorować.

Zachariasz Brusiło

Zachariasz Brusiło

Director of Sales and Business Development

+48 663 913 277

zachariasz.brusilo@sorigo.pl

@zachariaszbrusilo